Jak funkcjonuje tolerancja represywna w marksizmie kulinarnym (gastronomicznym), wyjaśnię na przykładzie. Pięcioosobowa rodzina zaprasza na obiad otwartą światopoglądowo wegankę, pani domu przygotowuje dla niej oczywiście potrawę wegańską. Członkowie rodziny mają wybór; danie wegańskie lub mięsne. Za kilka dni rodzina zaproszona jest na obiad do tejże światopoglądowo otwartej weganki. No i co ? Wszyscy muszą wpieprzać kotlety sojowe z kiełkami, a gdy jeden z gości poprosił o masło, to okazało się, że jest: faszystą, antysemitom i pi*******ym pisowcem.
Szanuje u ludzi ich nawyki żywieniowe, każdy je co chce bez potrzeb afiszowania się tym, to zupełnie tak samo, jak z homoseksualizmem. Niestety, obecnie weganizm czy wegetarianizm, to już nie jest nawet moda, to ideologia. Obok: LGBT...Z, ekologii, anty- chrześcijaństwa, feministek aborcji, to narzędzie neomarksizmu. Tolerancja represywna to gdy tolerowana przez większość mniejszość nie akceptuje tej tolerancji, gdyż jest to dla niej niewystarczające, ona chce, żeby nienormalność stalą się normalnością, a nie była wyłącznie tolerowana. Klasyczną melodią neomarksizmu jest wzbudzanie u ludzi poczucia winy, tu ekolodzy i weganie idą pod rękę. Oskarżają nas o "ocieplenie klimatyczne", cierpienie zwierząt, wymieranie niedźwiedzi polarnych (co jest bzdurą), niszczenie środowiska naturalnego itp.
Wracam do wegetarian, w USA powstał nowy zawód - wegetariański rzeźnik. Taki gość zajmuje się produkcją wyrobów wegetariańskich przypominających w smaku mięsne.
W Polsce już to podchwycili (widziałem to w tv) najbardziej są głupie nazwy tych ich wyrobów: Soczysty boczek, Pachnąca karkówka wegańska, Pasztet drobiowy z tofu. Jak mawiał mój dziadek-"debilizm całą gębą."
buteobuteo

















































